zamykam światy przez siebie stworzone
i chowam siebie
w te światy
opatruję zranione myśli
co ze mną chodziły po szczytach
roztańczonych dni
gdy w brzoskwiniowe zachody odchodzę
raniąc łzami swoje szlaki
zapominam ze musi być jutro
zwyczajne
pospiesznie wygrywam akordy uczuć
niech wybrzmią
nie umiem się bronić
niech wiec tenorem saksofonu
uniosą mnie jasne noce
iola
zamykam światy przez siebie stworzone
i chowam siebie
w te światy
opatruję zranione myśli
co ze mną chodziły po szczytach
roztańczonych dni
gdy w brzoskwiniowe zachody odchodzę
raniąc łzami swoje szlaki
zapominam ze musi być jutro
zwyczajne
[...]
Ten wiersz jest o niebo lepszy od Twojego ostatniego, w którym jakiś facet
nie mógł się zdecydować. Nie znaczy to niestety, że jest bardzo dobry.
Jesteś, Jolu, niezrównaną znawczynią nastrojów nocnej beznadziei, dlatego
każdy Twój wiersz brzmi naturalnie w warstwie emocjonalnej - to jest
ujmujące i nie sposób przechodzić koło tego obojętnie. Ale - do czasu.
Występuje w końcu znieczulica podobna do tej mającej jakoby dotyczyć
karmionych kinową przemocą nastolatków: czytam wciąż o tym samym i coraz
bardziej czuję się zawiedziony małą ilością protein, jaką karmisz moją
wyobraźnię. "Nic nowego", myślę jako czytelnik, i jakoś coraz mniej się
wzruszam.
TK
http://www.yi.com/home/DarnokKonrad
------------------------------------------------------------------------------------
zamykam światy przez siebie stworzone
i chowam siebie
w te światy
opatruję zranione myśli
co ze mną chodziły po szczytach
roztańczonych dni
gdy w brzoskwiniowe zachody odchodzę
raniąc łzami swoje szlaki
zapominam ze musi być jutro
zwyczajne
pospiesznie wygrywam akordy uczuć
niech wybrzmią
nie umiem się bronić
niech wiec tenorem saksofonu
uniosą mnie jasne noce
Ja bym ujął to trochę inaczej:
Uciekam do świata, który stworzyłam sama,
By myślą zranionym przykładać opatrunki.
One wspierały mnie każdego ranka,
W roztańczonej bitwie na frasunki.
Gdy odchodzę w brzoskwiniowe słońce,
Raniąc łazami zagojone już szlaki.
Zapominam, zapominam, że dzień się skończył,
A jutro, znów musi być nijakie.
Pospiesznie odgrywam ostatni akord uczuć,
Niech zabrzmi jak wystrzał na tle zachodu.
I choć jest głośny nie zdołam się obronić,
Uniosą mnie jasne noce,
Malowane tenorem twojego pocałunku.
Konrad
PS. Czy ktoś podniesie rękawicę i napisze swoją wersję ?
zamykam światy przez siebie stworzone
i chowam siebie
w te światy
pospiesznie wygrywam akordy uczuć
niech wybrzmią
nie umiem się bronić
te dwa fragmenty tego wiersza sa bardzo piekne
i choc calosc niespecjalnie na mnie podzialala
do dla tych dwoch warto bylo smakowac
Asasello
Niech zabrzmi jak wystrzał na tle zachodu.
Ten wers do kitu. Sam sens OK, ale mi się
ten wystrzał skojarzył z westernem.
No wiesz, "wystrzał na tle" DZIKIEGO "zachodu".
PS. Czy ktoś podniesie rękawicę i napisze swoją wersję ?
Zamykam dziś książkę mój pamiętnik słów
Co cierpliwie słuchał w każdy nowy dzień
Zgrzytem łez stalówki ranił tak jak nóż
A z radosnych myśli został szczytów cień
Brzoskwiniowy zachód tłem dla oczu mych
Źródłem są dla rwących, policzków potoków
Zapominam przyszłość, zamykam na drzwi
By nie widzieć przez nie szarości obłoków
Pospiesznie wygrywam tych akordy uczuć
Które mi znajome tylko mi i tobie
Nie umiem się bronić niech wybrzmią po kluczu
Nuty pędzą dźwiękiem drogą mecoforte
Tenor saksofonu, skrzydłami przeszłości
Bananowy księżyc oświetlany blaskiem
Dzieli się nim z nami, choć wie że w nicości
Będzie już za chwilę przebudzony brzaskiem.
----------------------------------------
Wzorowałem się na oryginale i mój wiersz
jest bardzo zbliżony do niego.
M.
Proszę panów muzyków o sprostowanie jakby coś.
----------------------------------------
kot amator terminator
----------------------------------------
Dłubiąc przy remake'u Twojego wiersza
stwierdzam że choć faktycznie kojarzy mi się
z poprzednimi wierszami to jednak uważam
że jest wspaniały.
M.
----------------------------------------
kot amator terminator
----------------------------------------
zamykam światy przez siebie stworzone
i chowam siebie
w te światy
opatruję zranione myśli
co ze mną chodziły po szczytach
roztańczonych dni
gdy w brzoskwiniowe zachody odchodzę
raniąc łzami swoje szlaki
zapominam ze musi być jutro
zwyczajne
pospiesznie wygrywam akordy uczuć
niech wybrzmią
nie umiem się bronić
niech wiec tenorem saksofonu
uniosą mnie jasne noce
iola
zamykam światy przez siebie stworzone
i chowam w nie siebie
opatruję zranione myśli
co ze mną chodziły po szczytach
roztańczonych dni
(....)
niech wiec tenorem saksofonu
uniosą mnie jasne noce
Ten fragment bardzo mi się skojarzył i spodobał. Doskonalę go czuję,
S.
iola
--
zapraszam do siebie
http://www.winuel.com.pl/~slaski